środa, 17 sierpnia 2011
Odwieczny dylemat co zabrać ze sobą na wakacje:)
Czy wreszcie poczytać trochę po angielsku i wziąć ze sobą którąś z tych ( zajmują niewiele miejsca, więc mogę wrzucić nawet 2)
Eat, pray, love Elizabeth Gilbert ( znany tytuł, znany film na podstawie książki - kusi..)
The Apprentice Tess Gerritsen ( jej literatura ostatnio mi się spodobała)
Picture Perfect Jodi Picoult ( nie znam jeszcze tej autorki, nic nie czytałam, wiele za to słyszałam i jeden film obejrzałam na podstawie książki - podobał mi się i to bardzo)
Just Breathe Susan Wiggs ( przewijał się ten tytuł przez kilka blogów, ale w języku polskim - zainteresował mnie "Obudzić szczęście" - jak widać tłumaczenie nie dosłowne)
Czy wziąć może książkę w ojczystym języku, niestety zajmującą dużo miejsca w walizce z tych:
Peanatema Neal Stephenson ( książka, na którą polowałam w bibliotece, w końcu udało mi się na nią zamienić na wizażu)
Ciotka Julia i skryba Mario Vargas Llosa (prezent - leży i czeka)
Autobiografia Agatha Christie ( zachęcająca autobiografia, sama sobie zrobiłam prezent, który na mnie czeka)
Dziennik Virginia Woolf ( w trakcie, ale w sumie mogę się oderwać od niej )
Oto jest pytanie :)
wtorek, 23 listopada 2010
Dylematy książkowe
Z biblioteki czeka ostatnio moja ulubiona autorka Beata Pawlikowska ze swoją książką: Blondynka Tao oraz zbiór opowiadań o podróżach Wyprawy na koniec świata wg jej pomysłu.
Zanurzyłam się też w literaturę do pracy dyplomowej : Larose Odkrywanie wiedzy z danych i jak nic nie wiedziałam, tak teraz mam jeszcze większy mętlik o czym ja to mam pisać....eeee....
Jestem w trakcie czytania też książki Hołowni Kościół dla średniozaawansowanych, którą to już od jakiegoś czasu miałam w planach.
I mimo, że nie jestem osobą o głębokiej wierze, książka mi się podoba i podejście Pana Szymona do religii przemawia do mnie całkiem sensownie :)
Pewnie niedługo poczytam i inne pozycje tego człowieczka, który jakoś znalazł się w programie Mam talent razem z drugim współprowadzącym - Marcinem Prokopem.
Nawet z niektórych fragmentów jego książki śmieję się od ucha do ucha. Mam nadzieję, że skończę ją jutro czytać w drodze do pracy. :D I pomyśleć co bym Wam o niej chciała napisać.
Bo ani to powieść, ani "elementarz wiary". Ciężka ta książka do scharakteryzowania.
Aronsona czytam po trochu, bo i tematyka warta do zastanowienia się i przemyślenia. Lubię takie tematy.
Zamierzam się do Filipa Tyrmanda.
Poza tym zaczęłam troszeczkę czytać książkę o wdzięcznym tytule Walka ze stresem, ale co się do niej zabieram to usypiam nad nią :)
Książki w języku angielskim, które mi się ostatnio nazbierały grzecznie czekają na swoją kolej, w języku niemieckim pożyczona od koleżanki jest moim jednym wielkim wyrzutem sumienia - wypadałoby skończyć i oddać wreszcie...
Zaczęłam także książkę Milczącą Arkę Juliet Gellatley, którą wygrałam w konkursie nakanapie.pl jakiś czas temu.
Ale na razie temat ten porzuciłam, choć opisy chowu i hodowli zwierząt, które tam się pojawiają przerażają. Bo czy można nazwać normalną hodowlą to co w takich zakładach się dzieje?
Przytoczę Wam kawałek, który zdążyłam przeczytać:
"Małym i oszołomionym pisklętom, mrugającym niepewnie oczami, ucina się czubki dziobów, z których potem spływają kropelki krwi. Wiele z nich ginie z powodu szoku lub wykrwawienia (...)
Zwierzętom podaje się antybiotyki, aby móc względnie zapanować na szerzącymi się chorobami, a także rozmaite komponenty paszowe, takie jak martwe szczątki innych kurcząt, czy nawet ich odchody (...)
Oczywiście nigdy nie wspomina się o tonach fekaliów spadających z klatek ( z jednych ptaków na drugie, zanim ostatecznie spadną na podłogę) i połamanych nogach będących skutkiem diety ubogiej w wapń i braku ruchu (...)
Kurczęta (płci żeńskiej - mój dopisek) (...) przenosi się do ciasnych klatek, gdzie spędzą resztę swojego życia. Gdy zaczną znosić mniej jajek, będzie to sygnałem, że pora wysłać je do rzeźni. Kurczęta płci męskiej , które nie będą znosić jaj, wrzuca się bezceremonialnie do jakiegoś wielkiego pojemnika. Gdy pojemnik jest już pełny małych piskląt wspinających się nieporadnie jedne po drugich, truje się je gazem, np. dwutlenkiem węgla lub zabija w inny sposób, w zależności od preferencji producenta. Potem te małe zwierzęta stają się pokarmem dla innych zwierząt hodowlanych jako dodatki paszowe lub zostaną przeznaczone na nawóz. (...)
"
Jak dla mnie straszne rzeczy i mimo, że to może niewiele, ale już od jakiegoś czasu staram się kupować jajka zniesione przez kury z wolnego wybiegu.
Może to niewiele, ale zawsze coś co mogę zrobić dla naszych "mniejszych braci"...
No i dalej się rozdrabniam z literaturą, czas wreszcie coś skończyć :)
