Absalomie, absalomie William Faulkner, Państwowy Instytut Wydawniczy, przełożyła Zofia Kierszys, 424 str.
Po książkę sięgnęłam w ramach listy 100 najlepszych książek świata. Wcześniej nie wiedziałam nic o tym autorze, nie znałam nawet tego nazwiska.
Lektura to ciężka, wielowątkowa, wielonarracyjna, z licznymi niedopowiedzeniami, które w trakcie czytania są nawarstwiane.
Przeczytałam - i tak do końca nie wiem, czy wszystko dobrze zrozumiałam z tej fabuły. Przynajmniej tak mi się wydaje, ale aby być pewną, musiałabym sięgnąć do tej książki ponownie, na co chyba obecnie nie mam już ochoty.
Historia ta to opowieść o człowieku, którego czyny i zaniechania doprowadziły do tragedii w rodzinie. Dwoje ludzi zakochuje się w sobie, przy czym oboje nie zdają sobie sprawy z tego ( a przynajmniej nie zdaje sobie z tego sprawy kobieta, co do Charlesa dochodząc do końca książki już nie jestem tego taka pewna, jak byłam na początku), że wiąże ich bliskie pokrewieństwo.
Ojciec Judith i ojciec Charlesa to jedna i ta sama osoba - Thomas Sutpen.
Co doprowadziło do tej sytuacji, ile w tym winy Thomasa, ile Charlesa a ile wiszącego nad tą rodziną od początku fatum - tego dowiecie się już czytając.
Jeżeli szukacie łatwej i przyjemnej lektury - nie sięgajcie po Absalomie, absalomie, gdyż jej zawiła akcja odepchnie Was od niej z samego początku, a przy lepszych wiatrach trochę dalej.
Ale jeżeli chcecie poznać kawałek trochę innej literatury - tej już cięższej, gdzie trzeba myśleć, dopowiadać sobie treść czy też wręcz domyślać się co spowodowało takie, a nie inne zachowanie danej osoby - to w tej znajdziecie coś dla siebie.
Książkę czytałam prawie 3 tygodnie, jak nie dłużej jeszcze i nie dlatego, że treść nie jest ciekawa, jest po prostu "ciężka" i pozostawia czytelnikowi wiele do myślenia.
Moja ocena: 4/6

