Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Państwowy Instytut Wydawniczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Państwowy Instytut Wydawniczy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Z klasyką mi nie po drodze, ale wyjątki się zdarzają

"Ojcowie i dzieci " Iwan Turgieniew

Klasyką można się zachwycać, ale można też od niej stronić. U mnie różnie bywa.

 Ojcowie i dzieci

Są takie książki, których czytanie aż boli. Książki, które nie przetrwały dla mnie próby czasu. Archaiczne, śmieszne, a problemy w nich poruszane kompletnie odstające od XXI wieku. Ta książka jednak do nich nie należy. I dobrze, bo nie zmarnowałam na nią czasu jak w przypadku niektórych książek również zaliczanych do tzw. klasyki.

Tematy w niej poruszane są aktualne i dzisiaj. Konflikt pokoleń albo też różnica poglądów pokoleń. Napisana jest piękną polszczyzną za co podziękowania najpewniej należy złożyć tłumaczce - Pani Joanna Guze. Mój egzemplarz jest jeszcze w pewnym stopniu wyjątkowy. Właściwie nie mój, ale wypożyczony. Zawiera w sobie ex libris prawdopodobnie jednej z czytelniczek, która być może przekazała egzemplarz do biblioteki.

Książka, choć już leciwa jednak zachowana w dobrym stanie. Na pewno dzięki twardej okładce i zszytym kartkom, zamiast tak jak obecnie klejonym.

Treść książki to głównie rozmowy pomiędzy dwoma pokoleniami i prezentowanymi przez nich światopoglądami. Młodym pokoleniem, które chce zmian, ale nie potrafi ich wprowadzić i starszym pokoleniem, które nie rozumie tego młodszego. Klasyka literatury, którą warto znać.


Moja ocena : 5/6
"Ojcowie i dzieci " Iwan Turgieniew
ISBN brak?
Państwowy Instytut Wydawniczy
str. 252

piątek, 13 maja 2011

Głód Knut Hamsun


Głód Knut Hamsun, Państwowy Instytut Wydawniczy, przełożył Franciszek Mirandola 159 str. ( z posłowiem, które również jest warte przeczytania)

Głód to pozycja z listy do przeczytania. To opowieść o braku widoków na poprawę swojego losu, przeraźliwej nędzy ludzkiego życia, a przede wszystkim o tytułowym głodzie.

Główny bohater to człowiek bez stałej pracy, bez stałego miejsca zamieszkania i bez perspektyw. Jego całe życie to ciągłe pasmo upadków i czasami niewielkiego odbicia się od dna. Żyje z dnia na dzień starając się w miarę swoich możliwości radzić sobie z przewrotnym losem.
Przechodzi różne stany emocjonalne od czarnej, bezdennej rozpaczy po afirmację swojego już wkrótce mającego się odmienić losu. Jedynym niezmiennym punktem w jego życiu jest towarzyszący mu głód.
Pomimo braku środków do życia przez większość czasu, główny bohater stara się ukrywać swoje marne położenie przed otoczeniem. Oddaje swoje ostatnie grosze biedakowi, by ten nie wziął go za takiego samego nędzarza jak on. Gdy oddaje swój napisany felieton do redakcji udaje, że nie zależy mu na szybkim otrzymaniu pieniędzy w zamian za artykuł.
Jednocześnie mężczyzna oszukuje się na każdym kroku starając wmówić sobie, że niedługo jego los się odmieni. Wyprzedaje większość rzeczy, które mu pozostały, aby mieć się za co utrzymać. Dochodzi nawet do tego, że zastanawia się czy mógłby sprzedać swoje guziki, bez których przecież mógłby się obyć.
Cała książka to przygnębiający opis tego, co dzieje się z człowiekiem, gdy " nie ma co do garnka włożyć". Aby zaspokoić swój głod mężczyzna żuje różne niejadalne przedmioty, byle tylko oszukać swój żołądek.
Gdy udaje mu się zarobić pieniądze i wreszcie najeść do syta, to z powodu zbyt długiej przymusowej głodówki jego organizm odmawia przyjmowania jakiegokolwiek pokarmu.
Jest to smutna historia biednego człowieka, który radzi sobie tak, jak tylko potrafi najlepiej.
Pomimo tylu stron książkę czyta się szybko, co nie oznacza, że jest to lekka lektura.
Książka oparta na prawdziwych przeżyciach autora.
Polecam.
Moja ocena: 4.5/6

poniedziałek, 7 lutego 2011

Absalomie, absalomie William Faulkner



Absalomie, absalomie William Faulkner, Państwowy Instytut Wydawniczy, przełożyła Zofia Kierszys, 424 str.
Po książkę sięgnęłam w ramach listy 100 najlepszych książek świata. Wcześniej nie wiedziałam nic o tym autorze, nie znałam nawet tego nazwiska.
Lektura to ciężka, wielowątkowa, wielonarracyjna, z licznymi niedopowiedzeniami, które w trakcie czytania są nawarstwiane. 
Przeczytałam - i tak do końca nie wiem, czy wszystko dobrze zrozumiałam z tej fabuły. Przynajmniej tak mi się wydaje, ale aby być pewną, musiałabym sięgnąć do tej książki ponownie, na co chyba obecnie nie mam już ochoty.
Historia ta to opowieść o człowieku, którego czyny i zaniechania doprowadziły do tragedii w rodzinie. Dwoje ludzi zakochuje się w sobie, przy czym oboje nie zdają sobie sprawy z tego ( a przynajmniej nie zdaje sobie z tego sprawy kobieta, co do Charlesa dochodząc do końca książki już nie jestem tego taka pewna, jak byłam na początku), że wiąże ich bliskie pokrewieństwo. 
Ojciec Judith i ojciec Charlesa to jedna i ta sama osoba - Thomas Sutpen. 
Co doprowadziło do tej sytuacji, ile w tym winy Thomasa, ile Charlesa a ile wiszącego nad tą rodziną od początku fatum - tego dowiecie się już czytając.
Jeżeli szukacie łatwej i przyjemnej lektury - nie sięgajcie po Absalomie, absalomie, gdyż jej zawiła akcja odepchnie Was od niej z samego początku, a przy lepszych wiatrach trochę dalej. 
Ale jeżeli chcecie poznać kawałek trochę innej literatury - tej już cięższej, gdzie trzeba myśleć, dopowiadać sobie treść czy też wręcz domyślać się co spowodowało takie, a nie inne zachowanie danej osoby - to w tej znajdziecie coś dla siebie.
Książkę czytałam prawie 3 tygodnie, jak nie dłużej jeszcze i nie dlatego, że treść nie jest ciekawa, jest po prostu "ciężka" i pozostawia czytelnikowi wiele do myślenia. 
Moja ocena: 4/6